Menu

Pomeczu

Wszystko o meczach.

Święta Wojna

lukaszplewa34

IMG_20170409_1754532

Lech Legia 09.04.2017          

„Święta wojna nie rozczarowała”

Największy obecnie klasyk w Polsce rozgrzewał kibiców w całej Polsce do czerwoności. Był to arcyważny mecz dla układu w tabeli przed rundą finałową, ponieważ Lech w przypadku zwycięstwa mógł wyprzedzić Legie i zagrać w rundzie finałowej z Wojskowymi u siebie. Moim zdaniem ten aspekt może okazać się to dużym atutem, szczególnie w naszej, „niepowtarzalnej” lidze.

Mecz absolutnie nie rozczarował! Mi osobiście bardzo podobała się szybkość gry, poziom dyscypliny taktycznej i przede wszystkim zaangażowanie zawodników.  Miło było patrzeć np. na Radosława Majewskiego, gdy w 90 min doskoczył do jednego z obrońców stołecznej drużyny, który był przy piłce, na takim sprincie jak robił to w pierwszym kwadransie. Pełen szacunek. Pozostając przy „Maji”, uważam, że rozegrał bardzo dobre zawody. Nie chodzi mi o to, że dobrze rozgrywał piłkę, dużo biegał i zawsze starał się pokazywać do gry kolegom, bo to powinno być rzeczą normalną. Osobiście Najbardziej podobało mi się to, że walczył w odbiorze piłki niczym Łukasz Trałka. Właśnie tego wymaga dzisiejszy futbol. Wydaje mi się, że takich rozgrywających trenerzy szukają. Przykładem może być odejście Juan Mata z Chelsea do Manchesteru United, którego Jose Mourinho pozbył się bez mrugnięcia oka właśnie dlatego iż jego zdaniem nie angażował się wystarczająco w grę obronną. Radek jest na pewno wyróżniającym się piłkarzem Ekstraklasy i uważam, że kwestia czasu jest  powołanie i sprawdzenie go przez selekcjonera Adama Nawałke.

Cieszy mnie również dobra gra młodych polskich obrońców Lecha, Jana Bednarka i Tomka  Kędziory. Występ tego pierwszego oceniam bardzo dobrze, choć nie ustrzegł się błędów.  Trzeba zaznaczyć, że ten 21 letni zawodnik nie rozegrał jeszcze 40 spotkań w ekstraklasie, a zagrał poprawnie i wielokrotnie ratował swój zespól. Moja uwagę przykuła sytuacja w drugiej połowie. Po długim zagraniu na doskonalą pozycje wyszedł Miro Radović. Ostatecznie nie opanował on piłki, ale wtedy to stoper „Kolejorza” podbiegł do swojego partnera ze środka obrony Lasse Nielsen’a i pokazywał mu co zrobił źle i jak powinien się ustawić. Wydawało mi się, że ten młody piłkarz nie odczuwa żadnej presji, a przecież to na tą chwilę największy mecz w Polsce. Uwaga rodacy,  rośnie nam świetny stoper i to  na lata! A co do Tomka Kędziory, to dla mnie już jest Pan piłkarz. Od kilku sezonów równa ustabilizowana forma i to  właśnie Tomek sprawił, że Poznań wyszedł na prowadzenie. Naprawdę nigdy tego nie zapomnę jak stadion po golu dosłownie oszalał! Od początku meczu doping był fantastyczny, lecz po bramce to była dopiero moc!  Okazało się jednak że radość nie trwała długo, gdyż legioniści otrząsnęli się i zadali nie jeden, a 2 zabójcze ciosy. Mało która drużyna w naszej lidze potrafiła by tego dokonać. Wiele drużyn mogłoby „zgasnąć” tracąc bramkę w końcówce meczu i słysząc te fantastyczne chóralne śpiewy kibiców, lecz nie Legia. Podopieczni Jacka Magiery po raz kolejny pokazali jaja, pokazując, że mecz trwa 90 min plus to co sędzia króliczy i że gra się do końca. Bramkę wyrównującą zdobył moim zdaniem najlepszy zawodnik meczu, a mianowicie Maciej Dąbrowski. Zawodnik, który wskoczył do 1 składu legii od początku rundy wiosennej po kontuzji Rzeźniczaka i który tworzy bardzo zgrany duet z Michałem Pazdanem. Dlaczego najlepszy? Wraz z „Piranią” zdominowali fizycznie Dawida Kownackiego nie dając mu pograć. Wygrywał prawie wszystko w powietrzu no i bramka, której nie powstydziłby się żaden napastnik. Jednak kto wie czy ten mecz nie skończyłby się odwrotnym wynikiem, gdyby właśnie dąbrowski nie zablokował uderzenia Marcina Robaka w 91 min. Po dobrym podaniu  Radka Majewskiego, wprowadzony z ławki napastnik poradził sobie z Michałem Pazdanem (ode mnie: brawa dla Marcina ze nie szukał karnego i nie próbował nurkować, choć mógł być tam kontakt i mógł spróbować wymusić jedenastkę) i oddał strzał w kierunku bramki Arkadiusza Malarza. Tak, to właśnie Maciek zablokował ten strzał. No i kluczowa zmiana tego meczu, której dokonał trener drużyny z Łazienkowskiej 3 Jacek Magiera, Kasper Hamalainen za Michała Kopczyńskiego. Po raz kolejny kochany swego czasu przez kibiców z bułgarskiej Fin stał się katem swojej byłej drużyny strzelając zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu. Akcji, po której Stadion momentalnie ucichł. (oprócz oczywiście gości, którzy wpadli w euforie). Sympatycy gospodarzy kompletnie zamarli. Musze tu otwarcie przyznać ze nie jestem ani fanem Lecha ani legii, ale patrząc na twarze sympatyków gospodarzy naprawdę musze przyznać, że szczerze im współczułem.  Przeszli oni drogę z nieba do piekła. Od euforycznej radości, gdy ich ukochana drużyna prowadziła z największym rywalem do łez po końcowym gwizdku. Naprawdę widziałem dorosłych facetów, którym samoistnie leciały łzy po golu Hamalainena-chyba najbardziej znienawidzonej osoby w stolicy wielkopolski. Przy tej bramce kompletnie nie rozumiem zachowania Abdula Aziza Tetteha, który pozwolił na dośrodkowanie Hlouskowi. W takich sytuacjach uważam, że zawodnik musi zrobić wszystko, żeby przeciwnik nie dośrodkował w pole karne. Powinien być bliżej obrońcy  i albo zablokować jego dośrodkowanie albo go „skasować”.

Emocje, emocje, emocje to jest to co kochamy w futbolu, a tych w Poznaniu nie brakowało. Jest to sport, czasami się wygrywa czasami przegrywa, ale każda akcja, każdy mecz niesie ze sobą emocje, które ja osobiście jako wielki pasjonat futbolu i kibic uwielbiam. A propos kibiców cieszy mnie fakt właśnie po mimo tak wielkich emocji odbyło się bez żadnych incydentów. Powszechnie wiadomo, że kibice tych dwóch obecnie największych klubów w Polsce nie darzą się sympatia, lecz dopiero będąc na miejscu odczułem tą nienawiść. Nie boje się użyć tego słowa, gdyż Ci kibice naprawdę się nienawidzą. Można było to usłyszeć podczas meczu, ale także przed. Jeden z miejscowych kibiców powiedział mi ze mogą przegrać kolejne mecze, ale ten u nich w domu musza wygrać. A z 2 strony mogę tylko wyobrażać sobie co czuli kibice Legii, jaka to musiała być niewyobrażana radość.  taki właśnie jest sport.

Podsumowując brawo (po pierwsze) kibice, zawodnicy trenerzy. Na takie mecze w naszej ekstraklasie czekamy i takich chcemy. Tempo gry zaangażowanie, pełne trybuny i głośny doping dla swojej drużyny. Najpiękniejsze jest to że to nie jest ostatnia odsłona „świętej wojny”, gdyż czeka nas jeszcze jeden mecz w grupie mistrzowskiej. W grze o tytuł liczą się 4 zespoły i runda mistrzowska zapowiada się wybornie. Toczy się aktualnie duża dyskusja o formacie naszych rozgrywek. Słyszymy wiele plusów i minusów obecnej formuły i jestem pewny ze wszyscy je doskonale rozumieją. Ja osobiście jestem za utrzymaniem tego systemu ze względu właśnie na emocje. Może warto też w tej debacie zapytać kibiców, jakiej ligi chcą? Bo przecież wszyscy mówią ze grają właśnie dla nas. Piłka nożna dla kibiców!

   

© Pomeczu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci